Papieskie Dzieło Rozkrzewiania Wiary

Papieskie Dzieło Rozkrzewiania Wiary

To pragnienie udało się urzeczywistnić. Początkowo pracowałam w szpitalu klinicznym i nieraz swoimi decyzjami balansowałam na granicy życia i śmierci drugiego człowieka.
Żeby być lekarzem, najpierw trzeba być człowiekiem
Rodziły się pytania, jak wypełniać tę misję… Czy wystarczy tylko prawidłowo i zgodnie ze standardami leczyć? W pracy zawsze przyświeca mi powiedzenie mojej mentorki pani doktor Marii Lipki: „Żeby być lekarzem, najpierw trzeba być człowiekiem”. Człowiekiem, który nie tylko widzi przypadek, ale bliźniego z jego lękiem wobec choroby, jego pełną emocji rodziną. U progu mojej pracy klinicznej zajmowałam się dziećmi z cukrzycą typu 1, przewlekłą chorobą wpływającą nie tylko na nie same, ale i na całą rodzinę. W pierwszych godzinach i dniach trzeba było nie tylko leczyć dziecko czy przekazywać informacje dotyczące choroby jemu i rodzinie, ale po ludzku współczuć, przytulić zrozpaczoną matkę, pozwolić wylać łzy w rękaw fartucha, przejść z dzieckiem etap buntu przeciwko chorobie.
Gdy pozostaje już tylko modlitwa…
Każdego dnia trzeba z miłością stawiać czoła cierpieniu drugiego człowieka. Czasami jest ciężko, bo serce ściska się z żalu. Takim najtrudniejszym emocjonalnie momentem w mojej pracy był staż z onkologii pediatrycznej. Do dziś mam przed oczami umierające dziecko, które prosi lekarza, aby już go więcej nie badał, bo sprawia mu ból, czy obraz małej blondyneczki, łudząco podobnej do mojej córeczki, której mamie przekazywano informację, że jej maleńkie cudo ma białaczkę. Wówczas zadawałam sobie pytania, co można jeszcze zrobić, co jeszcze przeczytać, aby pomóc… Ale często odpowiedź brzmiała – nic. Ale czy naprawdę nic? W tym miejscu znów zacytuję słowa wyżej wspominanej pani doktor: „Jak nie wie pani, co robić, to trzeba się pomodlić”. I to jest drugie dno misji lekarza, misji człowieka – modlitwa do Boga Ojca, który może więcej.
Modlitwa również w medycynie działa cuda. Przykładów jest wiele, ja też mam kilka bardzo osobistych. Pamiętam, jak na jednym z pierwszych dyżurów przyjęliśmy do kliniki noworodka z wysokim poziomem bilirubiny, na granicy transfuzji wymiennej krwi. Bardzo się bałam, gdyż była to procedura, której nigdy w życiu nie robiłam, ale był cień szansy, że uda się obniżyć ten wysoki poziom tzw. fototerapią. Zaczęłam się modlić najpierw sama, ale potem zadzwoniłam do osób ze wspólnoty, aby polecali to maleństwo dobremu Bogu. Efekt po dwóch godzinach był zadziwiający – udało się. Ktoś patrząc z boku powie, że to zadziałała procedura… Może i tak, ale czy byłaby tak skuteczna, gdyby nie pomoc Najwyższego?
Misja pozamedyczna
Innym przykładem było zorganizowanie przez środowisko służy zdrowia muzycznej formy modlitwy w intencji dzieci nienarodzonych pt. „Jutrznia za Nienarodzonych”. Dla niektórych rodzin była ona ciepłym okładem na zranione serce np. po poronieniu… A dla innych, np. dla jednej z moich dorosłych pacjentek – ukojeniem i lekarstwem na trudne chwile w ciąży.
Takie małe cuda, ale umacniają mnie w mojej misji bycia lekarzem. Dlatego idąc do pracy, modlę się za ludzi, których Pan Bóg postawi mi na zawodowej drodze, modlę się, aby Duch Święty przyświecał mi w podejmowaniu decyzji dotyczących diagnostyki, leczenia czy po ludzku kierowania do bliźniego odpowiedniego słowa pokrzepienia. Czasami, ku mojemu zaskoczeniu, a w pryzmacie wiary ku jej budowaniu, czasem powiem coś, sama nie wiedząc, czemu to mówię, a po jakimś czasie pacjent dziękuje mi za te słowa, bo były mu one na dany czas potrzebne.
Misja lekarza to dla mnie współdziałanie mojej osoby z Panem Bogiem w pomocy medycznej i pozamedycznej choremu człowiekowi, ale także w obronie daru życia od jego poczęcia aż do naturalnej śmierci.

Marlena Płazik, lekarz pediatra

Żywy Różaniec

Wolontariat

Młodzi dla Misji jest inicjatywą PDM

Misyjne Apostolstwo Chorych

Darowizna

Projekty

Formacja

Media